Ostatni tydzień kampanii przed drugą turą wyborów. A u nas, w gminie Jedlicze?
Sytuacja niecodzienna – miast spotkań z mieszkańcami (przez co bardziej zamerykanizowanych nazywanych konwencjami wyborczymi), hałasem spotów wyborczych, natłokiem plakatów, zdawać by się mogło błogi spokój wpisujący się w nieco ponure pierwsze podrygi zimy.
Aż dziwnie…
Czy oznacza to, że kontrkandydaci, którzy zmierzą się w drugiej turze wyborów, pogodzili się z wolą wyborców i przyjęli za niewzruszony prognostyk ostatecznego rozstrzygnięcia wynik ufundowany przez wyborców 16 listopada ? Przypomnijmy, Jolanta Urbanik niemal zdeklasowała wówczas Zbigniewa Sanockiego, zdobywając poparcie około 41 % głosów.
A może oznacza to, ni mniej ni więcej, że zasiadający na gminnym fotelu od 16 lat Z. Sanocki zdecydował się, jak o tym „wieść gminna” niesie, zrezygnować z udziału w drugiej turze - na taki obrót sprawy zdawałoby się wskazywać zdjęcie banera reklamowego wiszącego wcześniej na ogrodzeniu posesji jednego z radnych KWW Nasza Gmina Nasz Dom.
Osobiście nie wierzę w rezygnację Zbigniewa Sanockiego z udziału w wyborach. Nie należy on do tego rodzaju ludzi. Przebiegle opanował poruszanie się w przestrzeni publicznej, posiadł niełatwą umiejętność manipulowania ludzkimi emocjami.
Co zatem może nas czekać w ostatnich dniach kampanii wyborczej? Jak zachowa się Z. Sanocki?


Przypuszczam, że może nastąpić próba przeprowadzenia „brudnej kampanii błyskawicznej”, polegającej na wyprowadzeniu w ostatniej chwili uderzenia w Jolantę Urbanik, przy wykorzystaniu oczerniających personalnych zarzutów, które choć nieprawdziwe mogą być chwytliwe.
Czy mam prawo tak przypuszczać? Oczywiście, pokazuje to bowiem doświadczenie z lat poprzednich. Co zatem może się pojawić?
1/ próba postawienia się w roli biednej ofiary spisku wszystkich przeciwko jedynemu sprawiedliwemu i niewinnemu. Taką postawę Z. Sanocki prezentował niejednokrotnie. Szczególnie było to widoczne, gdy powoli na jaw wychodziły fakty o jego niechlubnej agenturalnej przeszłości w okresie PRL. Jak długo próbował się mętnie bronić, przekonując, że na nikogo świadomie nie donosił, względnie „świadomie nikogo nie skrzywdził”. Z jego wypowiedzi, zwłaszcza w roku 2006, wynikało, że to mieszkańcy - czujący się przez niego oszukani i pragnący poznania pełnej prawdy, robią „wiele hałasu” przeciwko niemu. Dzisiaj wiemy, że Z. Sanocki był gorliwym tajnym współpracownikiem o ps. "Zibi”, a w trakcie współpracy zmieniono pseudonim TW na "Mars". W okresie współpracy TW ps. "Zibi"/"Mars" odbył 33 spotkania z oficerem prowadzącym, otrzymując wynagrodzenie na łączną kwotę 17 tys. zł (dane IPN: http://katalog.bip.ipn.gov.pl/showDetails.do?subpageKatalogId=3&osobaId=23182&
2/ manipulacja przekazem informacji i podawanie nieprawdy - przykład sprzed drugiej tury wyborów w roku 2006, kiedy to Z. Sanocki w swoich materiałach wyborczych rozpowszechniał nieprawdziwe informacje o swojej kontrkandydatce, za co musiał ostatecznie przeprosić.
Nie zdziwi mnie zatem, jeżeli Z. Sanocki będzie próbował przekonać o własnej bezradności wobec „nieuczciwej” kampanii swoich przeciwników. Do ludzi zatem myślących: proszę na wstępie o wskazanie, który z elementów kampanii Jolanty Urbanik był nieuczciwy lub nieprawdziwy. Jeśli rzeczywiście jakakolwiek informacja przekazywana publicznie nie miałaby oparcia w faktach, to z pewnością swój finał znalazłaby w sądzie w trybie wyborczym. Historia pokazuje dobitnie, że próba skorzystania z „pomocy” organów wymiaru sprawiedliwości, w ujarzmianiu mających odwagę wypowiadać własne zdanie, jest panu Sanockiemu doskonale znana – tak próbował walczyć choćby z jedlickimi internautami.
Tyle refleksji przedwyborczych…

Najbliższe chwile pokażą, czy dobrze poznałem Zbigniewa Sanockiego…

 

Adrian Bożek