cid iwfenllm

A było to tak.
Dobry gospodarz, który miał poważne problemy z maturą, a na studiach próbował wykładowcy przed egzaminem wręczyć upominek, żeby sobie i innym drogę do dyplomu ułatwić, zapragnął by te rysy na jego edukacyjnym image’u zostały zrekompensowane w inny sposób. Zamarzył mu się medal Komisji Edukacji Narodowej.
Wśród kilku kryteriów jakie powinny być spełnione dla kandydatów do medalu jeden można by ewentualnie rozważać w przypadku burmistrza Sanockiego. Medal przyznaje się:

- działaczom społecznym i związkowym, fundatorom oraz innym osobom, których działalność wydatnie przyczynia się do rozwoju oświaty i wychowania.

Do Podkarpackiego Kuratorium Oświaty i Wychowania wpłynął w ub. roku z Jedlicza wniosek o nadanie rzeczonego medalu pod którym są podpisy dwóch osób: pani Zofii Szmyd (wtedy jeszcze dyrektor Zespołu Szkół w Jedliczu) i sekretarz Gminy pani Marioli Stapińskiej -Chrobak. Jest też całostronicowe uzasadnienie.

Można je streścić następująco: sporo tego styropianu, tynku i asfaltu na szkołach nalepił i przy szkołach wylał. Powstały boiska i place zabaw. W szkołach są komputery. Uzasadniający powołuje się też m.in. na projekt dotyczący przedszkoli, za który Sanocki dostał medal, a jego autorka jest dziś włóczona po sądach. (wszyscy wiedzą o którą Panią chodzi, życzymy Jej by tę sprawę wygrała).

Krótko mówiąc nie ma w tych osiągnięciach niczego, co wykracza poza zwyczajne obowiązki każdego wójta czy burmistrza. Większości z nich zwykłe poczucie przyzwoitości nie pozwala na staranie się o takie nagrody. No, ale nasz jest po raz kolejny wyjątkowy. Prawdziwy hero, macho, trendy i cool.
Wróćmy do wniosku. Pani Szmyd w rozmowie telefonicznej z dnia 28.01.2013r. zaprzeczyła, że była inicjatorką lub pomysłodawczynią. Coś jej przynieśli z Gminy i kazali podpisać to podpisała. Formalnie to ona jednak jest autorem wniosku. Krótko mówiąc, podwładna występuje jednoosobowo o medal dla swojego szefa z nikim się tym zamiarem nie dzieląc. Pani Sekretarz na pytanie skierowane w drodze dostępu do informacji publicznej o to kto był inicjatorem odpisuje, że nie musi odpowiadać. Pytany o to samo burmistrz stwierdza (w piśmie podpisanym przez zastępcę, że pytanie należy kierować do wnioskodawcy) - odpowiedz Rostka. Prawdy szukać będziemy do skutku. Można domniemywać, że to sam nagrodzony uzasadniał wniosek o medal dla siebie. No i zaprzeczcie Drodzy Jedliczanie, że żyjemy w krainie absurdu i groteski fundowanej nam przez WWK (wszyscy wiemy kogo).

Wielokrotnie indagowane w tej sprawie kuratorium wije się w mętnych tłumaczeniach by ostatecznie stwierdzić, że nie ma sobie nic do zarzucenia. Podobnie ministerstwo. Ci w ogóle nic już nie sprawdzają. Minister podpisuje, a wojewoda dostaje blachy do przypięcia na klapie. I tak się karuzela kręci.

To, że po kawalerze medalu można się spodziewać wszystkiego dla nikogo już w Jedliczu nie jest czymś nowym. To, że jest to przejaw degrengolady i powolnego upadku instytucji Państwa Polskiego pod tymi rządami też staje się powoli dramatyczną normą.

To, że i tu i tam dobijamy do dna rodzi nadzieję, graniczącą z pewnością, że wiatr historii wkrótce powieje.

GDY WIEJE WIATR HISTORII,
LUDZIOM JAK PIĘKNYM PTAKOM
ROSNĄ SKRZYDŁA, NATOMIAST
TRZĘSĄ SIĘ PORTKI PĘTAKOM.”

Do sprawy medalu KEN jeszcze wrócimy.

Ryszard Zagórski

P.S. Jak przeczytałem ostatnio na portalu jedlicze.net jedlicka dziatwa zareagowała na sukces burmistrza z właściwą sobie przekorą. Wyniki w nauce poszybowały w dół.
I tak mamy rozwój a rebours.